⛄ Żółwie Inwazyjne W Polsce
Materiał przygotowany przez studentów Koła Naukowego Zootechników i Biologów, Wydziału Medycyny Weterynaryjnej i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodnicze
Introdukcja. Introdukcja ( łac. introductio – wprowadzenie, wstęp) – wprowadzenie nierodzimego gatunku lub niższego taksonu pochodzącego z innego geograficznie regionu, jako nowego elementu danej biocenozy. W rolnictwie jest to celowe wprowadzenie przez człowieka na teren uprawy chronionej organizmów pożytecznych [1] .
Pojawienie się żółwi ozdobnych w środowisku przyrodniczym w Polsce jest konsekwencją wypuszczania ich z hodowli domowych. Żółwie uwalniane są przede wszystkim do zbiorników wodnych położonych w miastach (stawy, oczka wodne, starorzecza itp.) i do. miejskich odcinków rzek.
Solarz W., Przyczyny i skutki inwazji biologicznych na świecie i w Polsce, „Studia i Materiały CEPL w Rogowie” 2012, nr 33(4), s. 9–14. Google Scholar. Thiele J., Otte A., Invasion patterns of Heracleum mantegazzianum in Germany on the regional and landscape scales, „Journal for Nature Conservation” 2008, nr 16(2), s. 61–71.
Które gatunki są uznawane w Polsce za inwazyjne Wśród około 3500 gatunków roślin naczyniowych Polski, blisko 30% jest obcego pochodzenia. Tylko niewielka część, bo ok. 1,5%, to gatunki inwazyjne, które stanowią zagrożenie dla rodzimej flory.
W celu zachowania populacji żółwia błotnego w Polsce od kilku lat stosuje się akcje sztucznego wylęgu, podchowania i następnie wypuszczenia ich do środowiska naturalnego. Ostatnia, a zarazem największa tego typu akcja została przeprowadzona w maju 2004 roku w województwie lubuskim, kiedy to na wolność zostało wypuszczonych 150
Gatunkami inwazyjnymi są gatunki zarówno roślin jak i zwierząt, które rozprzestrzeniają się na danym terenie naturalnie bądź za pośrednictwem człowieka, powodując zagrożenie dla gatunków występujących w danym miejscu. Gatunki inwazyjne konkurują z gatunkami typowymi dla danego miejsca o niszę ekologiczną, przez co stanowią
Żółw czerwonolicy należał do gatunków masowo rozmnażanych początkowo w fermach hodowlanych na terenie USA, a następnie w innych rejonach świata. Z USA przez kilka dziesięcioleci (od ok. połowy XX w.) były one z różnym natężeniem eksportowane do wielu krajów. Przykładowo w latach 1989 - 1997 wyeksportowano stamtąd ponad 52
Pogrążeni w świecie „Squid Game” prawdziwi gracze w liczbie 456 poddają swoje umiejętności i charaktery ciężkiej próbie, żeby wygrać 4,56 mln dolarów. 1670 Satyryczna komedia, w której zdziwaczały szlachcic pragnący zostać najsławniejszą osobą w Polsce musi stawić czoło kłótniom w rodzinie i konfliktom z chłopami.
jOS6. Fot. Fotolia Odławianie żółwi i raków ze zbiorników wodnych w centrach miast oraz testowanie innowacyjnych metod zwalczania zagrażających rodzimej przyrodzie roślin, rdestowców – to niektóre działania podjęte w ostatnich miesiącach w ramach projektu GDOŚ dotyczącego inwazyjnych gatunków prowadzone jest przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska we współpracy z ośrodkami naukowymi i specjalistycznymi firmami. Wiosną tego roku weszło w fazę pilotażowych działań prowadzonych w kilkudziesięciu miejscach w Polsce. Teraz naukowcy będą analizować skuteczność wykorzystanych w projekcie metod, by upowszechnić te najlepiej sprawdzające się w polskich warunkach. Jak przypomina rzecznik GDOŚ Piotr Otrębski, inwazje biologiczne obcych gatunków uznawane są obecnie za jedno z największych zagrożeń dla światowej przyrody. To jeden z najmniej przewidywalnych i jednocześnie najbardziej dynamicznych procesów przyrodniczych będących skutkiem rozwoju cywilizacji. Prowadzony przez Dyrekcję od 2017 roku projekt służy szczegółowemu zdiagnozowaniu problemu i wdrożeniu działań zaradczych. W minionych latach przyrodnicy przeprowadzili analizę inwazyjności gatunków obcych, wskazali te najbardziej zagrażające rodzimej przyrodzie oraz rozpoznali drogi ich przenoszenia. Dla wybranych gatunków przygotowano katalog i specyfikację możliwych do stosowania w Polsce metod ich zwalczania. W tym roku rozpoczęto testowanie poszczególnych metod. "We wszystkich wytypowanych w ramach programu miejscach działania zostały już zakończone. Prowadzono je w sezonie wegetacyjnym na kilkudziesięciu stanowiskach w całym kraju - zarówno w centrach miast, jak i na terenach objętych różnymi formami ochrony przyrody" – poinformował PAP rzecznik Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Prace prowadzono łącznie w 96 lokalizacjach na terenie większości województw. W części przypadków, w celu łatwiejszego porównania metod testowanych na różnych stanowiskach, miejsca te znajdowały się w sąsiedztwie, tworząc tzw. grupy lokalizacji. W ramach projektu odławiano żółwie ze zbiorników wodnych w Poznaniu i Wrocławiu, a także raki ze zbiorników w Warszawie. Usuwano również wybrane inwazyjne gatunki z miejsc objętych ochroną, jak warszawski rezerwat przyrody Skarpa Ursynowska czy Wielkopolski Park Narodowy. W rezerwacie Las Dąbrowa w Gliwicach testowano trzy różne metody zwalczania jednych z najbardziej inwazyjnych roślin - rdestowców. "Wśród sprawdzanych tu rozwiązań były również metody innowacyjne, po raz pierwszy wdrażane i testowane w Polsce: metoda siatkowania i metoda długotrwałego okrywania ze ściółkowaniem" – powiedział Piotr Otrębski. Prowadzone w ramach przedsięwzięcia prace podzielono na sześć grup, obejmujących po kilka wybranych, inwazyjnych gatunków obcych. Wśród zwierząt były to inwazyjne gatunki raków (rak pręgowany, sygnałowy, luizjański i marmurkowy) oraz żółwi (żółw jaszczurowaty, malowany, ostrogrzbiety i ozdobny), zaś wśród roślin: rośliny wodne (kabomba karolińska i moczarka delikatna), barszcze kaukaskie (barszcz Mantegazziego i barszcz Sosnowskiego), rdestowce (rdestowiec japoński, sachaliński i czeski) oraz wybrane inne gatunki: niecierpek pomarańczowy i gruczołowaty, kolczurka klapowana i tawuła kutnerowata. W pierwszych etapach prac naukowcy i praktycy przygotowali możliwe do zastosowania w Polsce metody zwalczania poszczególnych gatunków oraz wskazali lokalizację i stworzyli harmonogram działania. W tym roku przeprowadzono pilotaż, a w przyszłym powstaną raporty końcowe z realizacji przedsięwzięcia. "Plan zakłada przeprowadzenie oceny i porównania efektywności poszczególnych metod. Co ważne, we wszystkich przypadkach w tej ocenie uwzględniony będzie ewentualny niekorzystny wpływ stosowania danej metody na gatunki niedocelowe i siedliska przyrodnicze" – wyjaśnił rzecznik GDOŚ, wskazując, iż przyrodnicy muszą mieć pewność, że zastosowane metody nie zaszkodzą innym niż inwazyjne gatunkom. "Efektem działań będą kompendia wiedzy dotyczące poszczególnych gatunków i rekomendowanych metod ich zwalczania, pozwalających ograniczyć występowanie i negatywne oddziaływanie inwazyjnych gatunków obcych. Kompendia te będą rodzajem wytycznych w tym zakresie" – podsumował Piotr Otrębski. Współfinansowany z unijnych środków, wart łącznie ok. 20 mln zł projekt pod nazwą "Opracowanie zasad kontroli i zwalczania inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem pilotażowych działań i edukacją społeczną" realizuje wiele podmiotów. Uczestniczą w nim naukowcy z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk oraz badacze z konsorcjum, w skład którego wchodzą Uniwersytet Śląski w Katowicach, Akademia Pomorska w Słupsku czy Instytut Technologiczno-Przyrodniczy. Udział w pracach biorą eksperci zajmujący się poszczególnymi gatunkami i problematyką inwazji biologicznych w różnych ośrodkach w Polsce, a także specjalistyczne firmy. Unijne dofinansowanie do projektu wyniosło 17 mln zł, zaś samo opracowanie metod zwalczania wybranych inwazyjnych gatunków obcych wraz z przeprowadzeniem działań pilotażowych w terenie i opracowaniem kompendiów to koszt ok. 11,7 mln zł.(PAP) autor: Marek Błoński mab/ mk/
Media regularnie donoszą o nowych gatunkach pojawiających się na terenie Polski. Skąd się biorą i dlaczego nie powinny się znaleźć w naszym ekosystemie? Opowiada dr hab. Wojciech Solarz z Instytutu Ochrony Przyrody PAN. Skąd się biorą gatunki inwazyjne w Polsce?dr hab. Wojciech Solarz: Termin gatunki inwazyjne może być trochę mylący, dlatego wolę się posługiwać terminem gatunki obce. To są gatunki, które na danym terenie znalazły się wyłącznie dlatego, że zadziałał człowiek, najczęściej przenosząc je fizycznie z miejsca, w którym występują naturalnie. To przeniesienie może być przypadkowe i mamy tu takie przypadki medialne jak pająki czy węże przewożone w bananach, ale przenosin jest dużo więcej. Ludzie też celowo sprowadzają rośliny i zwierzęta, później te zwierzęta uciekają albo są później porzucane. To jest całe spektrum, poczynając od wirusów, jak koronawirus np., poprzez wszystkie bezkręgowce, rośliny, skończywszy na rybach, gadach, płazach i ssakach, a wśród tej licznej grupy my wyróżniamy część gatunków, które są niebezpieczne lub szkodliwe dla przyrody, a nawet zdrowia i życia człowieka. Tę groźną grupę nazywamy gatunkami wygląda kwestia obcych gatunków z perspektywy prawnej?dr hab. Wojciech Solarz: Kilka tygodni temu weszła ustawa, która precyzuje terminologię. W spisie jest aktualnie prawie 2 tysiące gatunków obcych na terenie Polski, ale część nie jest jeszcze spisana, w praktyce jest ich ponad 2 tysiące. Duża część tych gatunków to są gatunki, które zostały stwierdzone np. tylko raz. W prawie wyróżniono 52 gatunki, które w Polsce uznawane są za najgroźniejsze, w stosunku do nich wprowadzono ograniczenia lub zakazy w sprowadzaniu, posiadaniu, handlu, rozmnażaniu, etc. W rozporządzeniu Unii Europejskiej także wyróżniono listę takich gatunków, która obowiązuje w całej złapany w Poznaniu – czy faktycznie był niebezpieczny?Uwaga na kłosy, to poważne niebezpieczeństwo dla czworonogów. Jak reagować?Porozmawiajmy o konkretnych gatunkach? Które gatunki inwazyjne możemy zaobserwować w kraju?dr hab. Wojciech Solarz: Jeśli chodzi o rośliny, to najbardziej popularnymi są — barszcz Sosnowskiego i barszcz Mantegazziego. To są azjatyckie rośliny, które zostały sprowadzone do Polski w nadziei, że będą stanowiły treściwą paszę dla bydła, ale okazało się, że to się nie sprawdza. Porzucone uprawy zaczęły się rozprzestrzeniać w niekontrolowany sposób i stanowią zagrożenie nie tylko dla przyrody. One porastają zwartymi łanami, więc rodzime rośliny nie mają szans, a co za tym idzie inne gatunki kręgowców i bezkręgowców, to wszystko jest ze sobą powiązane. Jak wiadomo, są one najbardziej niebezpieczne dla ludzi, zdarzają się bardzo poważne przypadki poparzeń, kilka lat temu był nawet przypadek śmiertelny, więc to jest bardzo niebezpieczna roślina. To jedyny taki przypadek?dr hab. Wojciech Solarz: Oczywiście nie, jeśli chodzi o jeszcze bardziej spektakularną inwazję w świecie roślin, to można obserwować na przykładzie nawłoci, zwłaszcza dwóch gatunków — kanadyjskiej i późnej. To są odmiany amerykańskie, to są kwiatki, które za chwilę zakwitną na żółto i pokryją w zasadzie każdą wolną przestrzeń ziemi, która nie jest zaorana i wykoszona. Jest to naprawdę dramatyczna skala ekspansji, to się wiąże ze zubożeniem składu gatunkowego naszych bezkręgowców, np. owady zapylające czy też nawet zanik miejsc gniazdowania ptaków, które mogą gniazdować na ziemi, bo ta roślina ma bardzo sztywne łodygi, ptaki nie są w stanie przebić się przez nie i uwić tam gniazda. Zdaję sobie sprawę, że to się może niektórym podobać, takie gigantyczne połacie żółtych kwiatów, ale tak naprawdę należy pamiętać, że to jest sztuczne i absolutnie nie powinno tak okazji opowiem ciekawą anegdotę, w filmie Pan Tadeusz są plenerowe, szerokie ujęcia, gdzie pokazane są ogromne pola nawłoci, z tym że jest to nieprawdziwy obraz, bo w czasie, gdy działa się ta opowieść, nawłoci w Polsce jeszcze nie było. Osobom, które nie specjalizują się w tej dziedzinie, to może wydawać się pozytywnym zjawiskiem, może być odbierane jako coś pięknego, nowego, ciekawego, więc to jest takie przewrotne myślenie, że coś jest dobre, a w rzeczywistości dla naszej przyrody jest to fatalne w skutkach. Betonoza po poznańsku. W tych miejscach można się ugotować. ... A co ze światem zwierząt? Czy tutaj również obserwujemy jakieś ekspansywne gatunki?dr hab. Wojciech Solarz: Tak, świetnym przykładem będzie tutaj szop pracz, trudno odmówić mu wdzięku, bo to bardzo inteligentne zwierzę, wzbudza dużo pozytywnych uczuć, ale one robią bardzo wiele złego dla środowiska. To są drapieżniki, które mogą mieć bardzo negatywny wpływ np. na ptaki, które gniazdują nie tylko na ziemi, ale też w koronach drzew, bo są świetnymi wspinaczami i do tego wyjadają jaja i pisklęta. Szop może być także niebezpieczny dla ludzi, bo jest nosicielem wścieklizny, a co gorsza groźnego pasożyta — nicienia. Zarażenie nim grozi bardzo poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi, łącznie z poważnym kalectwem, a nawet śmiercią. To jest larwa migrująca, która może wnikać także do rdzenia kręgowego czy do mózgu i czynić spustoszenie, czego dowiodły badania prowadzone w naszym instytucie. Nie chcę epatować strachem, ale takie przypadki mogą się zdarzyć i nie można lekceważyć tego szopy wzięły się w Polsce? Z ferm futrzarskich?dr hab. Wojciech Solarz: Z ferm w minimalnym stopniu, może kiedyś uciekały z ferm, ale to była mikroskala. Teraz i tak nie można ich hodować, bo są włączone do regulacji prawnej. One się wzięły przede wszystkim w zachodniej Polsce, również w okolicy Poznania i Wielkopolski, z obszaru Niemiec, gdzie te szopy w latach czterdziestych zostały przewiezione częściowo przez żołnierzy amerykańskich, szopy pochodzą też z Białorusi i ostatnich tygodniach słyszy się również o papugach, które uciekają lub są wypuszczane przez opiekunów. Czy to prawda, że są one w stanie przetrwać nawet zimę w Polsce?dr hab. Wojciech Solarz: Papugi, podobnie jak inne gatunki egzotycznych ptaków, to zazwyczaj uciekinierzy z hodowli. Najwięcej w Polsce widziana jest Aleksandretta Obrożna, to jest gatunek papugi, o zielonych piórach, który naturalnie występuje w Azji i Afryce, natomiast teraz jest popularnym gatunkiem hodowlanym i one, mimo że pochodzą z bardzo ciepłych regionów, to jako zwierzęta stałocieplne są w stanie sobie poradzić w tym klimacie, nawet zimą. Zwłaszcza że one najczęściej spotykane są przy karmnikach, gdzie są dokarmiane, więc doskonale sobie i koty wyprowadzają się ze schroniska przy BukowskiejZwierzęta też potrzebują transfuzji krwi. Honorowi dawcy na czterech łapachCo z gadami? Zaobserwowano jakieś niebezpieczne gatunki?dr hab. Wojciech Solarz: Jeśli chodzi o węże, to w Polsce obserwujemy sporadyczne przypadki, które np. uciekły z terrarium. To są zazwyczaj sensacje medialne, ale nie stanowią poważnego zagrożenia dla ekosystemów. Problemem okazują się jednak nie węże, a żółwie. Jest w Polsce kilka gatunków żółwi, które są porzucane, najwięcej obserwacji dotyczy żółwia ozdobnego, który ma trzy podgatunki — żółtolicy, żółtobrzuchy i czerwonolicy. One były sprowadzane do Europy masowo, w tej chwili to jest zabronione, ale wcześniej były kupowane ze względu na ich piękny wygląd i niską cenę. On w ciągu kilku lat znacznie się powiększa i wymaga intensywnej opieki, dużego terrarium i jest uciążliwy w czyszczeniu. Osoba, której się nudzi tak żółw, często wypuszcza zwierzę w pobliskim zbiorniku wodnym, najczęściej miejskim. Na szczęście nie zaobserwowaliśmy jeszcze, żeby się rozmnożyły, ale przez to, że są one długowieczne, mogą wyrządzić dużo szkód, bo są drapieżnikami — zjadają dorosłe płazy, ryby i ich oznacza, że żółwie są długowieczne? Ile mogą przeżyć w polskich warunkach?dr hab. Wojciech Solarz: Żółwie mogą żyć kilkadziesiąt lat, ale w polskich warunkach one żyją maksymalnie kilka lat, ale to wystarczy, żeby całkowicie pozbawiły dany zbiornik wodny płazów. Żółwie przenoszą też różne pasożyty i choroby. Poza tym one z góry skazane są na cierpienie, bo to nie są warunki dla nich odpowiednie. Ktoś, kto wypuszcza takiego żółwia, powinien zobaczyć go po kilku miesiącach i zobaczyć, na co go skazał. Restauracje wegańskie i wegetariańskie w Poznaniu. Gdzie dob... Co zrobić, gdy spotkamy gatunek obcy?dr hab. Wojciech Solarz: Pytanie jest niewinne, ale odpowiedź na nie jest bardzo skomplikowana. Obowiązują obecnie przepisy, które zobowiązują obserwatora do tego, żeby się na tych gatunkach znał, co nie jest takie proste. Gatunki, które podlegają tym przepisom, powinny być zgłoszone np. do burmistrza, który powinien uruchomić procedurę organów odpowiedzialnych za ochronę przyrody. Powinny wtedy być podjęte działania np. odłowu danego zwierzęcia, a jeśli to jest roślina to po prostu jej zniszczenia. W praktyce nie działa to jednak ZOO zaszczepieni: Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
Żółw czerwonolicy należy do amerykańskich żółwi hodowlanych, który jest inwazyjny. Niektórzy mieszkańcy wyrzucają go po pewnym czasie do... miejskich stawów... Podobnie dzieje się z innymi żołwiami amerykańskimi. Łatwo się one dostosowują do naszych warunków w stawach i jeziorach, trzcinach, zatokach... Pixabay- Byłam na spacerze. Nagle zobaczyłam prawdziwego żółwia w stawie. U nas? Skąd się tam wziął - napisała pani Teresa, która mieszka w okolicy Dzikiej Ochli. O podobnych odkrycia poinformowali nas mieszkańcy innych rejonów. Skąd się wzięły u nas te zwierzęta? O wyjaśnienie poprosiliśmy dr hab. Bartłomieja Najbara, prof. UZ, specjalistę od żółwi i innych gadów. Pani Teresa przekazuje nam informacje, że widziane przez nią zwierzę, mogło być żółwiem Czytałam w internecie, że taki u nas występuje i że jest cennym gatunkiem. Jest pod szczególną ochroną - dodaje Kubisiak zrobił zdjęcie żółwia na Dzikiej Ochli. W środę nasz fotoreporter poszedł na Glinianki na osiedlu Cegielnia. Żółwia nie zobaczył, ale miejsca, gdzie może się schować... naukowca z Uniwersytetu Zielonogórskiego, autora książki "Gady powiatu zielonogórskiego" dra hab. Bartłomieja Najbara, prof. UZ, na 99 procent widziany gad nie był żółwiem błotnym, lecz amerykańskim. Skąd się wziął? Musiał go wyrzucić któryś z mieszkańców miasta. Takie przypadki, niestety, się zdarzają. I żółwie amerykańskie radzą sobie w naszym środowisku. Są widziane nie tylko na Dzikiej Ochli, ale też np. w Parku Poetów, na Gliniankach czy w Krępie w Lasku Odrzańskim. Żółw amerykański czerwonolicy, żółtolicy, żółtobrzusznyDr hab. Bartłomiej Najbar, prof. UZ mówi, że w Polsce mamy siedem gatunków żółwi. Żółwie, które można zauważyć w Zielonej Górze i okolicach to żółwie amerykańskie: czerwonolicy, żółtolicy, żółtobrzuszny. To zwierzęta hodowlane. Zwykle jest tak, że kupujemy żółwia pochodzącego z Ameryki. To mały okaz, taka maskotka dla dziecka. Ale z czasem okazuje się, że ta nasza maskotka szybko rośnie i nie mieści się już w akwarium. Potrzebne jest duże terrarium. Nie ma warunków do trzymania gada w domu. No wyrzucamy go do hab. Bartłomiej Najbar apeluje, byśmy tego nie robili. Zwierzę należy oddać do sklepu zoologicznego lub ogrodu zoologicznego. Żółw amerykański jest inwazyjny i szkodzi środowiskuProblem wpuszczania do stawów i jezior dotyczy większości dużych miast. I z czasem jest on coraz większy. Sprawą zajęło się Narodowe Centrum Nauki, które sfinansowało projekt odłowu żółwia czerwonolicego. Z samego zalewu Zemborzyckiego w woj. lubelskim odłowiono 60 sztuk żółwia obcy gatunek łatwo przystosowuje się do środowiska. Jest on inwazyjny i może być zagrożeniem dla żółwi błotnych, które są pod ochroną. Przedstawicieli obcej fauny nie powinno się wpuszczać do naszych też, że żółwie czerwonolice zaburzają również równowagę w naszym ekosystemie, dorosły osobnik w ciągu roku zjada 10 kg ikry. Przenosi patogeny, które wcześniej nie były znane w tej strefie. I to jest najgorsze... Nowe ograniczenia dla Polaków. Co nam wolno, a czego nie? Żółwie żółtolicy i żółtobrzuszny też są gatunkami inwazyjnymiPodobnie żółwie żółtolice, a także żółtobrzuszne w Polsce uznawane są za gatunki inwazyjne. To oznacza, że nie wolno takich żółwi wypuszczać do środowiska naturalnego. Ich obecność w stawie może zagrozić populacji ryb, bo zjadają narybek i młode ryby. Są one zagrożeniem dla żółwia do Polski żółwia z tego gatunku wymaga zgody Generalnego Dyrektora Ochrony Środowiska, natomiast przetrzymywanie, hodowla, rozmnażanie, oferowanie do sprzedaży i zbywanie wymaga zgody Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska. Jeśli mamy takie zwierzę bez stosownej zgody, możemy zapłacić 5 tys. zł kary. Bo jest to wykroczenie. ZOBACZ TEŻ Koronawirus zamknął nas w domu. No to śmiecimy na potęgę, wy... Park Poetów budzi się do życia. A ptaki dają nam piękny konc... Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
żółwie inwazyjne w polsce